Witajcie, przygotowałam dla Was opowieść o niesamowitym ślubie, który miałam okazję fotografować tego lata. Ponieważ poznali się i zaręczyli w górach, Jola-która jest artystyczną duszą oraz Paweł wymarzyli sobie skromny
ślub w miejscu, które będzie bliskie naturze. Myślę, że udało się im to w stu procentach. Msza odbyła się w starej, drewnianej kapliczce, ukrytej pośród wysokich drzew. Rozgrzane powietrze przepełnione było zapachem świeżej żywicy i lekko wilgotnej ściółki.

Najbardziej urzekający był sposób organizacji całej ceremonii. We wszystko zaangażowani byli przyjaciele
oraz rodzina Pary Młodej. Mama Joli uszyła poduszki
na drewniane ławki, brat z tatą uporządkowali teren dookoła, siostra zrobiła wszystkim Paniom delikatne makijaże, przyjaciółka udekorowała kościół kwiatami (urządziła nawet nowe rabatki przy starych i pięknych, kamiennych schodach prowadzących do kaplicy), zrobiła bardzo romantyczny bukiet, w który wplotła polne kwiaty i trawy, oprawa muzyczna również skomponowała została przez znajomych, a jak okazało się w trakcie ceremonii, podczas mszy przy ołtarzu również służył kolega Joli (co wywołało niemałe poruszenie gdy Pani Młoda dotarła przed ołtarz).

Cały dzień obfitował w pełne wzruszenia duże i małe momenty, które bardzo miło wspominam oglądając zdjęcia.

Skromność, szczerość i naturalność – te trzy słowa idealnie opisują wszystko co działo się tego dnia.

Po złożeniu życzeń znaleźliśmy chwilę na zrobienie kilku zdjęć portretowych. Dla Pary Młodej jest to pierwszy wspólny moment, kiedy mogą odpocząć od natłoku wrażeń, spokojnie przytulić się i porozmawiać. Dla mnie jest to idealna okazja do fotografowania, na ich twarzach widać nadal silne emocje i niesamowitą radość.

Podczas, gdy na sali weselnej wszyscy goście się świetnie bawili, w okolicznej wsi panował niesamowity spokój, a na tle górzystych lasów bezchmurnego nieba wschodził księżyc. Noc była bardzo ciepła, co zachęcało do wyjścia na zewnątrz i podziwiania tych pieknych widoków.

wrzesień 18, 2018

Comments

Dodaj komentarz